Nowa sztukatorska dekoracja tego wpółotwartego ogrodowego salonu, obciążyła jego mury, co może spowodowało, że zaczął się osuwać przed nim skraj skarpy. Aby temu zapobiec, w 1808 roku wymurowano przed nim obszerny taras wsparty na pięciu arkadach, stanowiący jakby dopełnienie i powiększenie tego letniego salonu. Od strony skarpy zamykał go wielki balkon widokowy, od strony południowej, gdzie teren lekko się obniża, ujęto go w półokrągłe podmurowania, a od strony północnej łączył się bezpośrednio z parkiem. W półkolach wzniesiono dwa ćwierćkoliste kamienne amfiteatry z ławami ujętymi w cokoły z siedzącymi skrzydlatymi gryfami. To praca warszawskiego rzeźbiarza i kamieniarza Józefa Mantzla. Oba amfiteatry łączy kute żelazne ogrodzenie z bramką pośrodku. Po drugiej stronie tarasu, przy wejściu na ogród, ustawiono na wysokim postumencie wielki kamienny wazon.
W tym czasie w Natolinie wzniesiono także kilka budynków gospodarczych. W pobliżu pałacu, przy dziedzińcu wjazdowym, stanęła oficyna, w której obok mieszkań dla oficjalistów i służby urządzono także apartamenty gościnne. Autorstwo tego obiektu przypisano Stanisławoyyi Kostce i jego synowej Annie. Z tyłu za oficyną wystawiono budynek stajni i wozo\y-ni, obecnie dość niefortunnie zmodernizowany, jeżeli chodzi o dyspozycję otworów okiennych i drzwiowych. W samym zaś parku, w jego dolnej części, przy głównej alei \yidokowej, w latach 1812—1814 powstała dość znaczna budowla, pełniąca również funkcję użytkową, a zarazem, dzięki swej malowniczej postaci, utrzymanej w neogonckim charakterze, stanowiąca element dekoracyjny romantycznego ogrodu. Mowa tu o tak zwanej Holenderni, budowli składającej się z kilku różnorodnych segmentów, dostawianych jak gdyby w różnym czasie, mieszczących oborę, cielętnik, dojarnię, pralnię, suszarnię i mieszkania dla służby, a na piętrze wyższego segmentu — gustownie urządzony salon. Autorem tych dwóch budowli był Aigner.
Upiększeniu ogrodu służyły także ustawiane w nim kamienne ławki, pamiątkowe tablice z napisami, pergole, zdroje i temu podobne drobne obiekty.
Niemały udział w przygotowywaniu projektów nowego urządzenia i wyposażenia, zarówno wnętrz pałacu, jak i zagospodarowywania ogrodu, miała sama młoda gospodyni Anna Potocka: „zamieszkaliśmy w Natolinie, a ja zaczęłam zajmować się tą śliczną posiadłością — wspominała później w swych Memoires — mając zamiłowanie do zajęć tego rodzaju, oddałam się im z zapałem. Rysowałam wszystkie plany, in-teresoyyałam się każdym szczegółem. Nie znając Włoch, Grecji, marzyłam o nich. Teść mój był moim przewodnikiem i wydawał się dumny, że zrobił ze mnie artystkę. Od tej chwili nie miałam innych kaprysów, moja miłość własna i moje ambicje skupiły się na Natolinie, tym małym arcydziele, według mego mniemania, godnym nieśmiertelności. Kiedy brakowało pieniędzy, sprzedawałam brylanty, aby kupować marmury i brązy. Mój mąż zdawał się podzielać moje upodobania i jakkolwiek naturę miał chłodną, nieskłonną do zachwytów, moje dzieło napawało go dumą. Szczęśliwe czasy, gdy jedyną przyczyną bezsenności był nadmiar pomysłów kłębiących się w wyobraźni! Ileż to razy śniłam z otwartymi oczyma! Z jakąż niecierpliwością czekałam ranka, aby przelać na papier pomysły zrodzone w nocnej ciszy".
Szczęśliwe to były czasy również dla jej dzieci, spędzających tu swe dzieciństwo, od wczesnej wiosny7 do późnej jesieni, z dala od ówczesnych wydarzeń, które wstrząsnęły7 Europą. „Moy Papa kochany, jak się masz i czy ci tam dobrze. My w Natolinie i mama nam kazała namiot postawić — pisał w 1812 roku sześcioletni naówczas Gucio do ojca przebywającego w Wilnie, który został powołany przez cesarza Napoleona na członka Tymczasowego Rządu Litewskiego. — Uczę się po francusku i od Mamki pisać, a już dwie książki sam przeczytałem".